forex trading logo

Zdalne nauczanie

Projekt Zdalna Szkoła

Microsoft Teams

E-dziennik

Pomóż Szkole...

Szkolne akcje/projekty





Pomoc Afryce

Doradztwo zawodowe

#Moleksiążkowepolecają

gimnastyka korekcyjna

Logowanie



RODO

odcinek #36 PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
niedziela, 01 marca 2015 20:57

Z pamiętnika pewnego belfra….

 

Być może jakieś szkoły są lepsze.

Ale „Czwórka” jest NASZA.

 

Pod takim hasłem będziemy w tym roku namawiać rodziców przyszłych pierwszoklasistów, aby właśnie do nas przysłali swoje dzieci. Tak to bowiem już jest w dzisiejszym świecie, że, choć edukacja jest powszechna i obowiązkowa, to szkoły coraz częściej muszą myśleć marketingowo i o swoją ekonomiczną przyszłość zabiegać same.

Tak więc i ja – lojalna belferka „Czwórki” – nie mogę pozostać bezczynna. Oświadczam jednak z pełną odpowiedzialnością, że nie przyczyniłabym się do tej agitacji, gdybym sama nie była przekonana o jej słuszności.

Nie zamierzam też przekonywać, że mamy najlepszą kadrę, wyjątkowe osiągnięcia dydaktyczne czy też odpowiednie warunki socjalne. Tak naprawdę w całej Pile w sektorze szkół państwowych te standardy są bardzo porównywalne, a każdy, kto dzieli placówki na „lepsze” i „gorsze”, nie ma rozeznania w lokalnych oświatowych realiach.

Dlatego spróbuję opowiedzieć o SP4 nie przez pryzmat modnych rankingów, ale kilku zwyczajnych sytuacji. Uważam bowiem, że mądra edukacja dziecka to nie wskaźniki i statystyka, ale prosta codzienność. Oto ona.

Jakiś czas temu idąc szkolnym korytarzem, zauważyłam kolegę wuefistę wyraźnie utykającego na jedną nogę. „Co się stało?” – pytam. „Eee tam … - odpowiedział lekceważąco. „Obtarłem sobie nogę na tej wycieczce z 6d”. Plotkowałam potem z koleżanką – organizatorką wyprawy i okazało się, że Stanisław pożyczył swoje wygodne trapery chłopakowi, któremu rozleciały się adidasy, więc o zdobywaniu Śnieżki mógł tylko pomarzyć. Wtedy Stachu, który pomimo solidnej postury, ma bardzo małe stopy, zadeklarował, że on sobie poradzi, a Jacek niech bierze jego buty. Są sprawdzone, bezpieczne i wygodne. A że zapasowe buty wueisty na górskie trasy za bardzo się nie nadawały, to – jego zdaniem – „pikuś”, co oznajmił puszczając oko do szczęśliwego młodego himalaistyJ

Inna sytuacja. Koleżanka miała w swojej klasie niepełnosprawną uczennicę na wózku. Dziewczynka bardzo chciała brać udział w normalnej lekcji wf i nauczycielka, choć nie musiała, oczywiście się na to godziła. Jednego razu w trakcie gimnastycznej zabawy dzieci miały łapać piłkę i jak najszybciej dobiec z nią do mety. W pewnym momencie piłka trafiła w ramiona niepełnosprawnej Asi. I wtedy ta spryciula zsunęła się z wózka i całą siłą swojego nieporadnego ciałka zaczęła pełzać w kierunku mety. Powoli, powoli … bardzo powoli. Wiadomo było, że drużyna Asi przegra, a nauczycielce w sekundzie przemknęła przez głowę myśl, że za chwilę ktoś powie coś przykrego, bo dziecięca rywalizacja okaże się ważniejsza niż sympatia i współczucie dla koleżanki. I wtedy pani Ola jakby szóstym zmysłem poczuła, że musi natychmiast coś zrobić. „A-sia, A-sia, A-sia…” – zaczęła głośno dopingować pomagając sobie klaskaniem. Dzieciaki w mig załapały ducha kibica i przez najbliższe dwie  minuty słychać było tylko rytmiczne skandowanie dzieci i wielki aplauz, gdy szczęśliwa Asia dotarła do mety.

Nie umiem tego skomentować. Mogę tylko pochylić głowę nad ogromem mądrości, wrażliwości i .. refleksu koleżankiJJ

Albo wydarzenie z ostatnich tygodni. Mam w klasie bardzo zdolnego matematyka. Pech chciał, że chłopak rozchorował się akurat w przeddzień ważnego konkursu, w którym miał spore szanse na sukces. Zmartwiona mama tłumaczyła, że niestety, ale Tomek, choć nie ma temperatury i czuje się nieźle, to do szkoły raczej nie przyjdzie, bo tak zarządził lekarz. Nie przejmujący się nauczyciel machnąłby ręką, bo to w końcu i tak największa strata dla dziecka. Ale nie pani Kasia!! Nasza matematyczka uprosiła rodziców, by spytali lekarza, czy chłopcu nie zaszkodzi godzinny pobyt w szkole. A potem wsiadła do prywatnego samochodu, pojechała po małego Einsteina, na konkursie poiła go ciepłą herbatą, a wreszcie bezpiecznie odstawiła do domu. Uczeń mógł się wykazać wiedzą, a nauczyciel oddaniem, za które nie płacą w monetach tylko we wdzięcznych uśmiechach.

Nie tylko zdolnych uczniów mamy w szkole. Zdarzają się tacy, dla których skończenie szkoły to jedynie formalna konieczność. W tym roku mamy też taki przypadek. Chłopak nie ma głowy do nauki, a podręcznikowa wiedza jest dla niego nie do przeskoczenia. Dlatego, choć lekcje odbywają się indywidualnie, są dla niego tylko stresem, powodują bunt i niechęć do wszystkiego, co wiąże się ze szkołą. Ale ostatnio jakby nastąpił jakiś przełom. „Wiecie, Olek poczęstował mnie ostatnio herbatą” – chwaliła się pani Mirka po powrocie z lekcji. „A mnie częstował nawet świątecznym ciastem” – dorzuciła inna nauczycielka. Od słowa do słowa okazało się, że znaleziono sposób na intelektualną niemoc Olka. Nudną gramatykę zastąpiono  wspólnym czytaniem kultowej książki„O psie, który jeździł koleją”. Dodawania uczą się spacerując po naszym ryneczku i robiąc udawane zakupy, a na zajęciach komputerowych zerka się czasami, co słychać na fejsieJ No i szkoła nie taka straszna, prawda Olku??

Takich sytuacji można by mnożyć jeszcze wiele. Zdarzają się codziennie, a ja, choć mam dość wyostrzony wzrok i słuch, wiem tylko o niewielkim ułamku tego, co dzieje się za drzwiami każdej klasy.

Dlatego – Kochani Rodzice – jeśli wciąż szukacie najlepszej szkoły dla swojego dziecka, przyślijcie je do „Czwórki”. Do NASZEJ szkoły.

 

Belferka

Poprawiony: niedziela, 01 marca 2015 20:59
 

Mini galeria 2

  • Photo Title 1
  • Photo Title 2
  • Photo Title 3
  • Photo Title 4
SLIDESHOW PRO MODULE BY JT

Nasi Liderzy

Innowacje szkolne

Orły Edukacji 2019

JESTEŚMY




Edukacja ekologiczna

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 143 gości 


Z pamiętnika pewnego belfra

Mini galeria 3


Stworzone dzięki Joomla!. Designed by: free joomla templates ntc dedicated hosting Valid XHTML and CSS.